Tagi

, , , , ,

Wietrzny, lecz słoneczny i ciepły weekend spędziłam na wsi podziwiając i smakując uroki jesieni. Pod domem rośnie kilka brzóz i dębów, obsypanych złocistymi liśćmi… Nieopodal sosnowy młodnik. A na ziemi pomiędzy liśćmi i żołędziami wyrastają prawdziwki, maślaki, kozaki i muchomory. Jeszcze przed śniadaniem miło jest się udać na grzybobranie, by po piętnastu minutach wrócić do domu z koszem dorodnych pachnących borowików. Na śniadanie świeży ser z wiejskiego mleka i jajka zjedzone na tarasie w promieniach porannego jesiennego słońca. Jesień w tym roku zachwyca kolorem złota, miodu, a także fioletów i róży…
Grzyby wyrastają w lasku u mojej babci kilka razy na dzień, więc ich oczyszczanie, krojenie i przygotowywanie do suszenia zajmowało całe przedpołudnie i popołudnie. Jednak w międzyczasie udało mi się popodziwiać jesienną naturę z innej – niż tylko grzybowej – strony. Zebrałam kilka koszy jabłek oraz winogron, a także ostatnie, bardzo dojrzałe i słodkie maliny. Obłowiona owocami jesieni mogłam usiąść pod starą lipą i przygotować ostatniego w tym roku grilla – podziwiając przepiękne, jesienne rośliny. Ach, gdybym tak tylko mogła mieszkać na wsi! Nie mogę się doczekać, aż przygotuję z moich jesiennych zdobyczy jakieś smakołyki!!!